Szkoła potrzebuje nowego środka transportu

Wyobraźmy sobie, że chcemy dziś pojechać z Warszawy do Otwocka i wsiadamy do furmanki, aby tam się dostać. Brzmi absurdalnie?

Jeszcze sto lat temu furmanka była czymś zupełnie naturalnym. Z Warszawy do Otwocka można było wybrać się właśnie w taki sposób. Dziś możemy wsiąść do samochodu i po kilku godzinach znaleźć się w zupełnie innym kraju. Możemy polecieć samolotem na drugi koniec Europy, a nawet świata.

Sama idea podróży się nie zmieniła. Nadal chcemy dostać się z jednego miejsca do drugiego. Jednak zmienił się świat, możliwości i przede wszystkim narzędzia, którymi tę podróż realizujemy.

Cel pozostał ten sam: chcemy dotrzeć na miejsce. Ale droga wygląda zupełnie inaczej. I z edukacją jest bardzo podobnie.

Przez lata szkoła korzystała z narzędzi, które były odpowiedzią na rzeczywistość swoich czasów. Nauczyciel mówił – dziecko słuchało. Dorosły podejmował decyzję – dziecko miało ją wykonać. Za dobre zachowanie była nagroda. Za złe – kara. Posłuszeństwo było jednym z najważniejszych celów wychowania i faktycznie przez długi czas ten system w jakimś stopniu odpowiadał rzeczywistości, w której funkcjonowaliśmy. Tyle że ta rzeczywistość już nie istnieje.

Dzieci dorastają w świecie, w którym informacja jest dostępna w kilka sekund. Mają dostęp do różnych perspektyw, opinii, wiedzy i sposobów komunikowania się. Od najmłodszych lat uczą się funkcjonować w świecie, w którym potrzebne są nie tylko wiedza i pamięć, ale również współpraca, komunikacja, elastyczność, samodzielność, rozwiązywanie problemów i umiejętność radzenia sobie z emocjami.

A my czasem nadal próbujemy dotrzeć do tego świata… furmanką.

Stosujemy narzędzia, które powstały dla zupełnie innej rzeczywistości, a potem dziwimy się, że nie dają już takich efektów, jakich oczekujemy. I nie chodzi o to, że wszystko, co było kiedyś, było złe. Nie chodzi o wyrzucenie do kosza wszystkiego, czego nauczyliśmy się od poprzednich pokoleń i nie chodzi również o to, żeby dorosły przestał być dorosłym, nauczyciel przestał być nauczycielem, a szkoła zamieniła się w miejsce, w którym każdy robi, co chce. Chodzi o coś znacznie prostszego.

Jeżeli zmienia się rzeczywistość, potrzebujemy również nowych narzędzi.

Tak jak samochód nie oznacza, że droga z Warszawy do Otwocka nagle przestała istnieć. Tak samo Pozytywna Dyscyplina nie oznacza, że przestajemy stawiać granice, wymagać czy być odpowiedzialnymi dorosłymi. Zmienia się sposób, w jaki docieramy do celu.

A tym celem nadal może być szkoła, w której dzieci uczą się odpowiedzialności, współpracy, szacunku i samodzielności.

Niedawno miałam okazję spotkać się z ósmoklasistami. I po raz kolejny pomyślałam, jak często my, dorośli, zakładamy z góry, czego dzieci potrzebują. Mówimy: Oni nie chcą rozmawiać. Nic ich nie obchodzi. Nie zależy im. Trzeba ich zmusić. 

A potem siadamy z nimi przy jednym stole. I nagle okazuje się, że oni naprawdę chcą rozmawiać. Chcą być wysłuchani, chcą mieć wpływ, chcą mieć możliwość powiedzenia, co myślą i jak widzą sytuację. Chcą również samodzielnie rozwiązywać swoje trudności. I nie oznacza to oczywiście, że dorośli mają się wycofać, wręcz przeciwnie. Dorosły nadal jest potrzebny, ale jego rola może wyglądać inaczej.

Nie musi od razu wydawać wyroku.

Nie musi natychmiast wskazywać winnego.

Nie musi rozwiązywać za dzieci każdego konfliktu.

Może wspierać, może zadawać pytania, może pomóc zobaczyć różne perspektywy. Może mediować, kiedy sytuacja tego wymaga i jednocześnie może zostawić dzieciom przestrzeń na to, żeby same uczyły się rozwiązywać problemy. Bo przecież właśnie tego będziemy od nich potrzebować w dorosłym życiu.

To pytanie warto sobie zadać. Jeżeli przez kilkanaście lat będziemy mówić dziecku:

Ja ci powiem, co masz zrobić. Ja zdecyduję, Ja rozwiążę ten konflikt. To czego właściwie uczymy? Może posłuszeństwa, ale czy również odpowiedzialności? Samodzielności? Umiejętności negocjowania i komunikowania swoich potrzeb?

To są właśnie kompetencje, których potrzebujemy coraz bardziej.

Kompetencje przyszłości nie powstają od jednego wykładu o współpracy. Powstają wtedy, kiedy dzieci naprawdę mogą współpracować, kiedy mogą podejmować decyzje, kiedy mają wpływ i kiedy mogą popełniać błędy i próbować je naprawiać.

W swojej pracy często trafiam do szkół jako ekspertka, kiedy wydarzyło się coś trudnego.

Konflikt między uczniami, kłótnia, skarżenie, sytuacja, która urosła do rangi poważnego problemu. I czasem dzieje się coś zaskakującego podczas spotkań. Okazuje się, że dzieci po spokojnej rozmowie, wysłuchaniu siebie nawzajem, nazwaniu tego, co się wydarzyło, i wyjaśnieniu sytuacji są gotowe… pójść dalej. Nie potrzebują wielkiego sądu. Nie potrzebują dorosłej komisji śledczej. Potrzebują rozmowy.

Oczywiście są sytuacje, które wymagają zdecydowanej reakcji dorosłych, ochrony dziecka i jasnych granic. Nie każdą sytuację można rozwiązać samą rozmową, ale zaskakująco często okazuje się, że dzieci są bardziej otwarte na porozumienie, niż zakładamy.

A czasem to właśnie dorośli dokładają do sytuacji kolejne emocje, interpretacje i lęki.

Dziecko mówi: Pokłóciliśmy się.

Dorosły słyszy: Ktoś zrobił coś mojemu dziecku.

Dziecko mówi: Już się pogodziliśmy.

Dorosły nadal analizuje, kto zawinił.

I właśnie dlatego tak ważne jest, żebyśmy zaczęli słuchać dzieci nie tylko wtedy, kiedy chcemy je czegoś nauczyć, ale również wtedy, kiedy one mogą nauczyć czegoś nas.

Właśnie tutaj pojawia się Pozytywna Dyscyplina. Nie jako kolejna metoda, która obiecuje, że w klasie nagle zapanuje idealna cisza, nie jako sposób na to, żeby dzieci zawsze robiły dokładnie to, czego oczekuje dorosły. I nie jako rezygnacja z granic.

Pozytywna Dyscyplina daje dorosłym nowy zestaw narzędzi, takich, które pomagają budować współpracę zamiast ciągłej walki o kontrolę. Pomagają zrozumieć trudne zachowania, zamiast skupiać się wyłącznie na ich zatrzymaniu i pomagają rozwijać kompetencje społeczne i emocjonalne.

I przede wszystkim zmieniają pytanie, które zadaje sobie dorosły.

Zamiast: Jak sprawić, żeby oni wreszcie mnie słuchali?

pojawia się: Czego możemy ich nauczyć, żeby w przyszłości potrafili poradzić sobie z tym sami?

To ogromna różnica. Od gaszenia pożarów do budowania zespołu.

To właśnie dlatego tak ważne są konkretne narzędzia i strategie, które można wykorzystać w codziennej pracy nauczyciela. Nie wystarczy powiedzieć nauczycielowi: „Buduj relacje”. Trzeba jeszcze pokazać jak.

Jak reagować, kiedy klasa jest w chaosie?

Jak prowadzić rozmowę po konflikcie?

Jak dawać dzieciom wpływ, nie tracąc swojej roli?

Jak uczyć odpowiedzialności?

Jak reagować na skarżenie?

Jak pomagać dzieciom rozwiązywać problemy, zamiast rozwiązywać je za nie?

Zmiana nie polega przecież na tym, że nauczyciele dostają kolejną listę rzeczy, które „powinni” robić. Bo nauczyciele naprawdę mają już bardzo dużo na głowie. Potrzebują konkretnych narzędzi, które ułatwią im codzienną pracę.

Dlatego powstają między innymi nasze zestawy dla nauczycieli – materiały, które można mieć pod ręką i wykorzystać wtedy, kiedy naprawdę są potrzebne.

Pełen Pakiet Nauczyciela Pozytywnej Dyscypliny

Pełen Pakiet Nauczyciela Pozytywnej Dyscypliny powstał z myślą o chwilach, w których nauczyciel potrzebuje jednego zdania, jednego ćwiczenia albo jednego sposobu na rozpoczęcie rozmowy, czyli narzędzia, które pomoże mu: zamiast walczyć, zacząć budować współpracę.

Może więc nie chodzi o to, że szkoła robi wszystko źle. Może po prostu zmieniła się trasa. Zmienił się świat, zmieniły się dzieci i zmieniły się kompetencje, których będziemy od nich potrzebować. Jeśli chcemy wychować młodych ludzi, którzy potrafią współpracować, komunikować się, rozwiązywać konflikty, brać odpowiedzialność i samodzielnie szukać rozwiązań, potrzebujemy narzędzi, które dają im możliwość ćwiczenia tych umiejętności już dziś.

 Furmanka miała swoje czasy. Dziś mamy samochody i samoloty. Podobnie jest z edukacją – nie musimy odrzucać tego, co było ważne kiedyś, ale warto sięgnąć po narzędzia odpowiadające światu, w którym żyjemy dzisiaj. Pozytywna Dyscyplina jest właśnie takim zestawem narzędzi (więcej pokazujemy w krótkim filmie „Jak zamienić chaos w klasie na współpracę?”) pomaga dorosłym budować relacje, stawiać granice, uczyć odpowiedzialności i przede wszystkim przygotowywać dzieci nie tylko do szkoły, ale do życia.

Bo przecież nie chodzi o to, żeby dzieciom oddać kierownicę. Chodzi o to, żebyśmy jako dorośli nauczyli je kiedyś samodzielnie bezpiecznie prowadzić. A do tego potrzebujemy nie tylko wiedzy, ale również relacji, zaufania, wpływu i przestrzeni do uczenia się na własnych doświadczeniach. Świat już zmienił środek transportu. Może czas, żebyśmy w edukacji również wsiedli do nowego.

Produkt zostały dodany do koszyka

Przejdź do koszyka

Twój koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Łącznie: 0,00 zł

facebook instagram pinterest twitter youtube linkedin tiktok twitch spotify website search menu close shopping-cart information menu-arrow check arrow-left-short arrow-right-short arrow-right-long