Z dzieckiem wokół stołu – rozmowa z Martą Szpojdą psychodietetykiem

Zapraszam Cię dziś na wyjątkowy materiał. Rozmowę a Martą Szpojdą na temat tego, jakie wyzwania stawiają nam przy stole dzieci i jak sobie możemy z nimi radzić.

W filmie znajdziesz odpowiedzi i podpowiedzi dotyczące tego:

  • jak pomóc dziecku usiedzieć przy stole
  • jak przestać nagradzać deserem za zjedzenie obiadu
  • kiedy niejedzenie jest powodem do niepokoju
  • jak pomóc dziecku jeść? i jak nie przeszkadzać?

Zapraszam Was do obejrzenia i przeczytania transkrypcji.

 

TRANSKRYPCJA:

Joanna Baranowska: Cześć Marta, cześć wszyscy, którzy nas oglądacie. Nazywam się Asia Baranowska, a ze mną jest Marta Szpojda, która jest z jednej strony Edukatorką Pozytywnej Dyscypliny, ale też jest ekspertką od jedzenia u dzieci. Powiedz nam jak to się fachowo nazywa.

Marta Szpojda: Cześć Asiu, cześć wszystkim. Psychodietetyk tak to się najprościej nazywa. Taka osoba, która zajmuje się jedzeniem, ale też od strony emocji, relacji. Tak to właśnie ja.

Joanna Baranowska: Powiedz mi czym się zajmujesz w swojej pracy tak na co dzień?

Marta Szpojda: Na co dzień pomagam rodzicom w przejściu przez różne problemy związane z jedzeniem. Najczęściej pracuje z grupą wiekową u dzieci 2- 3 letnich, bo wtedy zaczynają się pojawiać takie pierwsze, poważne problemy z jedzeniem i z tą relacją z jedzeniem, czyli z jednej strony nie chcę jeść, a z drugiej strony chciałby jeść tylko słodycze. Jak z tego wyjść? Jak rozwiązać problem jedzenia przed telewizorem, histerii związanych z przyjmowaniem posiłków? To wszystko jest powiązane z pewnym wiekiem zazwyczaj albo z relacją między rodzicami, a dzieckiem.

Joanna Baranowska: Powiedz mi, ty prowadzisz takie konsultacje zdalne głównie czy indywidualne, osobiste? Jak to wygląda?

Marta Szpojda: Jeżeli mogę, jeżeli problem nie jest bardzo poważny, to przeprowadzam rodziców przez ten problem konsultacją on line, bo na co dzień mieszkam w Holandii, natomiast pracuje też z rodzicami z Polski, ale też udzielam rodzicom informacji, gdzie szukać pomocy. To też jest ważne żeby wiedzieć, że problemy z jedzeniem mogą być uwarunkowane różnymi czynnikami i tak naprawdę zazwyczaj działamy w jakimś zespole – pracujemy zespołowo z innymi specjalistami, ale też prowadzę różne webinary, czyli tak zwaną psychoedukację, żeby pewne problemy się po prostu nie pojawiły.

Joanna Baranowska: Ok. Damy tutaj na pewno linka do strony Marty, gdzie można więcej informacji przeczytać, usłyszeć. Powiedz mi w takim razie, jakie są najczęstsze problemy w tym 2, 3 roku życia?

Marta Szpojda: Drugi i trzeci rok życia łączy się z dużymi emocjami u dzieci, z tą histerią, że np. jak nie chcę jeść, wolę się bawić. Też jest problem żeby dziecko wysiedziało  przy stole mówiąc potocznie, czyli spędziło przy nim dłużej niż 3 minuty i nie kończyło słowami: już zjadłem, a polizało tylko ziemniaka. Też zaczyna się ten wiek – on zaczyna się już troszkę wcześniej, ten wiek nasilonej neofobii żywieniowej, czyli tego, że dzieci zaczynają ograniczać swoje menu. Rodzice mówią: jadł pięknie wszystko do roku, a teraz nie chce jeść nic. Dziecko ma już swoje wybrane smaki, faza na słodycze, jedzenie w nocy, czyli dziecko w tym wieku nie potrafi przespać całej nocy tylko budzi się albo na butelkę albo na coś do zjedzenia, albo na soczek, na wodę. Tego już też nie powinno w tym wieku być.

Joanna Baranowska: A skąd się biorą te neofobie żywieniowe? Czy to jest kwestia rozwojowa po prostu? Wszystkie dzieci to przechodzą, tylko jedne mocniej drugie słabiej czy to jest coś, co pojawia się z jakiegoś powodu?

Marta Szpojda: Czynników jak zwykle jest sporo. Jest tak zwana neofobia rozwojowa, czyli ten wiek tak ma. To jest norma w tym wieku. To przejdzie.

Joanna Baranowska: Czyli, że dzieci przestają chcieć próbować nowych rzeczy, tak? To co wcześniej próbowały jest już w ich menu, a nowości są zamknięte na pewien okres.

Marta Szpojda: Tak, Tutaj czynnikiem może być np. wiek, ale może być też to, że zaczyna się u dziecka faza stawiania własnych granic i tego „nie” na wszystko i rodzic po prostu odpuszcza. To ograniczenie menu trochę jest podkręcane przez rodzica, bo za jakiś czas ta faza na „nie” minie i powiedzmy dziecko zobaczy jajko i mówi nie i my już tego jajka więcej nie podajemy, bo nie lubi, nigdy nie zje, natomiast po pewnym czasie ono to jajko by zjadło. Nie ma możliwości, bo już nie ma na stole. Tutaj to rodzic utrwala. To też zależy od rozszerzania diety, od tego czy my tych nowości dużo serwowaliśmy, czy nie. Ciężko mi podać jeden powód. Dlatego powiedziałam, że to jest praca zespołowa, bo wiele czynników ma na to wpływ.

Joanna Baranowska: Czyli jak ja jestem rodzicem, to wiadomo, że pewnie nie mam wpływu na wszystko, bo jest to dużo czynników, ale gdybym ja chciała zminimalizować szansę, że to się pojawi albo będzie w nasilonej formie to jakie zalecenia, co mam robić przy rozszerzaniu diety około tego drugiego roku życia?

Marta Szpojda: Po pierwsze jeżeli czujemy, że te problemy są już od początku, a nawet były problemy ze ssaniem piersi, to moje pierwsze kroki jako rodzica to neurologopeda żeby wykluczyć wszystkie problemy z rozwojem jamy ustnej. Czy moje dziecko nie chce jeść nie dlatego, że mu nie smakuje, a często myślimy,  że tak jest natomiast ten smak jest na samym końcu listy powodów dlaczego dziecko nie chce jeść. Nie je dlatego, albo je bardzo wybiórczo, selektywnie dlatego, że ma problem z przemieszczaniem pokarmów w buzi, przełykaniem, wady zgryzu też mogą powodować różne problemy. Jeżeli specjalista nam powie, że wszystko jest ok, to trzeba jeszcze sprawdzić czy nie ma alergii, czy nie ma nietolerancji pokarmowych.

Joanna Baranowska: Jak to się sprawdza? Mówi się, że alergię diagnozuje się po 3 roku życia. Z taką opinią się spotkałam. Czy to jest przestarzałe, czy jak to teraz jest?

Marta Szpojda: Jeżeli rodzice mają alergię to możemy przypuszczać, że dziecko odziedziczyło po nas. To co jest najważniejsze to jest obserwacja mojego dziecka. O tym mógłby się wypowiedzieć alergolog, czyli specjalista w tej dziedzinie. Pracowałam z 2.5-latką, którą nie jadła, bo okazało się, że choruje na celiakię. Na udanie się do specjalisty nigdy nie jest za późno i za wcześnie, bo można usłyszeć, że wszystko jest ok. Zawsze na początku wykluczamy czynniki medyczne. Jeśli one zostaną wykluczone, to trzeba popatrzeć na siebie. Czy ja jako rodzic nie powoduje tych trudności, bo czasem my rodzice za mocno chcemy i zaczyna się presja, a presja u 2, 3 letniego dziecka objawia się walką o władzę, oporem i tym, że my się denerwujemy. To jest coś, czego nie powinno być, czyli taka presja przy jedzeniu. To co jest najgorsze, to te  negatywne emocje związane z jedzeniem. Dzieci idą tam, gdzie im fajnie, tam gdzie im lepiej. Nie wysiedzą tych 20 minut przy stole, kiedy im tam źle, kiedy tylko słyszą: a czemu nie chcesz, ja się tak starałam, 3 godziny ci gotowałam ty teraz nie chcesz jeść. One po prostu uciekają. To jest też pierwotna reakcja na stres – ucieczka albo walka.

Joanna Baranowska: No tak. Czyli mamy dobrą atmosferę przy stole, ale jeśli ja się naprawdę martwię, że dziecko je za mało, to co mam zrobić żeby przestać się martwić?

Marta Szpojda: Zacząć czytać dlaczego tak jest. Tak zwana psychoedukacja, bo często rodzice martwią się rzeczami, które są naturalne. I takie słowa, że to jest ok, to jest ten etap, on minie, natomiast jeżeli będziecie robić to i to to go utrwalicie, a jeżeli będziecie robić to i to to go nie utrwalicie. Tylko ważne jest z jakich źródeł czerpiemy, bo rodzice się znają, ale rodzice często sięgają do internetu i nie sprawdzają źródeł. Są tam też informację, które są ze sobą sprzeczne, więc do tego stresu dochodzi zagubienie.

Joanna Baranowska: Ok, czyli szukamy jakichś wskazówek. Ja kiedyś słyszałam, że patrzeć czy dziecko rośnie, jak przybiera na wadze, jaki ma humor, bo stąd wiemy czy my mamy do czynienia ze zdrowym człowiekiem. Możemy zapytać o opinię pediatry, czy wszystko jest w porządku jeśli chodzi o parametry. Słyszałam też takie powiedzenie żeby patrzeć, ile dziecko zjada w ciągu tygodnia, a nie dziennie ma zjeść 3 posiłki i jak nie zje, to…

Marta Szpojda: Tak. I jeśli planujemy wizytę u dietetyka to pamiętajmy o tym żeby zawsze rozpisać tygodniowe menu. Dzień o niczym nie świadczy. Rozwój dziecka to jest taka sinusoida. Raz z górki, raz pod górkę. Dlatego minimum takie tygodniowe menu. Czyli wszystko co ląduje w buzi malucha to posiłek. Spisujemy to i z tym idziemy do dietetyka. My też zapominamy o tym w jaki sposób dzieci jedzą. Na przykład te młodsze nie lubią surówek, nie lubią jak jest za dużo smaków. Najpierw zjedzą ziemniaki, potem fasolkę, potem kotleta albo odwrotna kolejność, natomiast one smaków nie mieszają. Warto nakładać mniejsze porcje, bo jak dziecku zasmakują ziemniaki to “napcha” się nimi, a fasolki już nie zje i my się stresujemy czemu fasolki nie chce jeść, albo czemu 2 i 3 latka trzeba o wszystko pytać, by nie polać mu sosem ziemniaków, bo takie ziemniaki już są niejadalne. Trzeba takiego luzu nabrać w tym jedzeniu.

Joanna Baranowska: Pozwolić dziecku decydować. Tak, jak mówimy w Pozytywnej Dyscyplinie, że to jest też ten moment rozwojowy  kiedy dzieci zaczynają swoją autonomię rozwijać i muszą dostać przestrzeń na to inaczej to się kończy oporem, buntem i utrwaleniem negatywnych nawyków. Mi pomaga taka myśl. Nie wiem czy to jest dobre, czy złe, ale tak miałam. Mój syn był niejadkiem. Mogłabym wepchnąć go w tą kategorię i były takie momenty, natomiast ja też jako dziecko byłam w kategorii niejadka i trzymałam się z daleka od tej kategorii, pilnowałam tego. Przecież w ciągu tygodnia coś zjadł. Pojemność tego żołądka to jest pięść. I to jest porcja, którą dziecko może zjeść. Widziałam, że lubi jeść w biegu, więc jeśli widziałam, że nie zjadł tej kanapki na śniadanie, to mu ją pakowałam i szliśmy na spacer i dostawał ją w drodze do piaskownicy biegając gdzieś tam na placu zabaw. To były takie moje triki i to mi naprawdę pomagało pamiętać o tym, że w ciągu tygodnia on ma zjeść tyle i tyle, że muszę to policzyć tak mniej więcej statystycznie, a nie codziennie. Nam się wydaje, że dzieci powinny więcej jeść, bo dużo się ruszają, a okazuje się, że nie. To jest po prostu pojemność żołądka.

Marta Szpojda: My często jako rodzice popełniamy ten błąd, że przelewamy nasze oczekiwania na nasze dzieci. Nie tylko związane z tym ile mają jeść, co mają jeść. Błędnie zakładamy, że dziecko z wiekiem je coraz więcej, a porcja rocznego i trzyletniego dziecka niewiele się różni. To nie jest tak, że na małym spodeczku zje roczniak, a na małym spodeczku to już taka kopa ziemniaków. Żołądek dziecka jest wielkości jego piąstki i my tak naprawdę możemy tylko oszacować, jak bardzo głodne jest nasze dziecko. To nasze dziecko ma tą kompetencję odczuwać sytość i głód, natomiast tutaj też dobrze sprawdzają się naturalne konsekwencje dotyczące głodu. Dziecko musi zgłodnieć. Nie może co 3 minuty jeść, albo zapijać głód. Bardzo gęste soki powodują, że łaknienie jest mniejsze, bo dziecko czuje się najedzone. Skąd ma przyjść apetyt i ochota na obiad, kiedy ono nie jest głodne i te trzy ziemniaki mu wystarczą.

Joanna Baranowska: Czyli co – dzieci i dorośli piją wodę, a nie kolorowe napoje w tym soki, które są pełne cukru i zabijają łaknienie, szczególnie kiedy mamy niejadka traktujemy sok jako deser. Drugie zalecenie, patrzymy co dziecko je. Te przekąski. Ile ich się zjada, bo biegają dzieci z paluszkami, przekąskami, a potem dziwimy się, że nie zjadają obiadu. Każdy pokarm włożony do buzi liczy się jak posiłek. To nie jest tylko powietrze. Standardowo przegonić dziecko po parku, w miarę możliwości pozwolić mu wybrać na co ma ochotę oferując zdrowe rzeczy, czyli nie ma tutaj niezdrowych zamienników. Zdrowe może sobie wybierać. I to nam daje takie poczucie pewności, że dziecko zjada zdrowo, a ile to już jesteśmy w stanie oszacować po tej piąstce, po tygodniowym menu, po wadze.

Marta Szpojda: Wyniki krwi można co jakiś czas zrobić jeżeli ktoś się szczególnie martwi.

Joanna Baranowska: To jeśli chodzi o niejadki. A co z tymi słodyczami?

Marta Szpojda: To jest częsty problem nie tylko u maluchów, ale i u starszych dzieci, bo zaczynają te słodycze kryć, kiedy nie pozwalamy im jeść. Kupią sobie i nam nie powiedzą, albo wymieniają się w szkole za kanapki na słodycze. Słodycze są problematyczne z wielu powodów. Po pierwsze dla zdrowia. One nie są czymś niezbędnym w naszej diecie. To jest taka fanaberia i to od nas zależy czy je wprowadzimy do posiłku czy nie, a po drugie są problematyczne, bo wiążą się z emocjami. One nam się kojarzą jako prezent, na przeprosiny daje się czekoladki, często dziadkowie tutaj wchodzą. Nie  świętujemy przy marchewce, świętujemy przy torcie. Po pierwsze to, że one wpływają na lepsze samopoczucie. Jeśli nimi nie zarządzamy jako dzieci, a potem jako dorośli może się wykształcić emocjonalne jedzenie, czyli jak chcę się lepiej poczuć, to zjem coś słodkiego. Jak chcę się za coś nagrodzić, to zjem coś słodkiego. No i też środowisko. Z czego te słodycze są produkowane, w co są pakowane. To też jest bardzo ważne, o tym warto pamiętać. Największa trudnością jest powiedznie nie, powiedzenie stop i trzymanie tych granic wtedy, kiedy dziecko wpada w histerię. Młodsze dzieci rzadko powiedzą: dobrze mamo, dziękuję, że zabrałaś tą czekoladę. One wejdą w te wysokie tony i będzie, że ja chcę jeszcze. Nie chce jeść obiadu. Jestem głodny na czekoladę. Możesz powiedzieć: rozumiem, wiem też, że obiad jest ważniejszy. Niektórzy specjaliści zalecają żeby wyjść z tej walki o słodycze i deser proponować podczas obiadu np. mały pucharek z budyniem przy talerzu i możesz zjeść trochę tego, trochę tego, natomiast tym budyniem się dziecko nie naje, a coś słodkiego je i nie ma tej walki o słodkości.

Joanna Baranowska: Ciekawe. Pucharek z budyniem, kostka czekolady i dziecko wie, że to nie jest coś w zamian, coś za coś, żadna nagroda, żadne manipulacje tylko mogę zjeść podczas obiadu, kiedy chcę.

Marta Szpojda: Tylko pamiętajmy o tym, że to nie może być reguła, że to nie może być do każdego obiadu. Raz jest, raz nie ma. Możemy wytłumaczyć dlaczego tak, a nie inaczej, że dziś jest gorąco i nie chce się tak mocno jeść to sobie sorbet zjemy do obiadu. Jeżeli sami zrobimy to jest to lepsza opcja niż kupne lody. Też starajmy się, aby te słodycze nie pojawiały się w pierwszym roku życia dziecka. Im później tym lepiej, natomiast to nie może być zakazany owoc, bo stanie się coś takiego jak pojawienie się rozhamowania, czyli dziecko rzuci się na te słodkości, albo zacznie kupować je w sklepiku, bo może, bo nie chodzi o to, że ma wykształcone zdrowe nawyki i wie, że może nie musi, tylko całe życie miał zabraniane. To też może rodzić napięcia na linii rodzic – dziecko. Rodzic widzi te puste opakowania, niezjedzone kanapki i się zaczyna psucie relacji stwierdzeniami typu: dlaczego, o co ,przecież wiesz, że nie możesz, już jesteś gruby, masz nadwagę i nic dobrego z tego nie wynika.

Joanna Baranowska: Jak powinno się wtedy zareagować?

Marta Szpojda: Przede wszystkim porozmawiać, zapytać się dlaczego, ale z takim nastawieniem na znalezienie wspólnego rozwiązania. Trzeba zrobić też krok w tył i popatrzeć czy ja jako rodzic nie powoduje tych sytuacji właśnie tym zabranianiem. Ze starszym dzieckiem, to już możemy porozmawiać na spotkaniu rodzinnym. Znaleźć rozwiązanie, stworzyć politykę słodyczową.

Joanna Baranowska: Polityka słodyczowa, to jest coś co do mnie przemawia. Jak kiedyś Antek był mały i dostał od jakiejś cioci torebkę starych cukierków – cukierków czekoladowych i zjadł wszystkie i zwymiotował jako 3 latek. Miał takie sytuacje, że zjadł pudełko półlitrowe lodów na raz, w tym roku mi się zdarzyło, ale to moim zdaniem wynikało z różnych sytuacji, emocjonalnych również. Nie postrzegam tego jako dużego problemu, bo to są sytuacje, które się zdarzają raz na parę lat, ale tak jak mówisz polityka słodyczowa to jest coś co my nie mamy w domu, a coś co by się przydało.

Marta Szpojda: Jeśli mogę zareklamować książkę, to polecam “Basia i słodycze”. Genialna książka. Dla mnie terapeutyczna książka również dla dorosłych, bo ona przeprowadza przez wszystkie problemy związane ze słodyczami. Od tego, że dzieci chcą je, bo sprawia im to radość i to co powiedziałaś, że syn zjadł od razu to pudełko lodów, bo słodycze zaburzają nam poczucie sytości i głodu, więc pakujemy do tego co się stało. W tej książce jest też o emocjonalnym jedzeniu, bo zapominamy o tym, że jedzenie nie zaspokaja tylko i wyłącznie głodu. Ono zaspokaja o wiele więcej naszych potrzeb. Święta łączą się z tym, że my razem siadamy do stołu i biesiadujemy, urodziny to samo. Jest ten tort. To co najważniejsze to uczenie dzieci tej kompetencji życiowej związanej z dbaniem o siebie. Z tym, że ja mogę zjeść ten tort, ale to nie może być codzienność, norma, to nie jest taki sposób odżywiania się jaki powinno się mieć.

Joanna Baranowska: To jak to jest z tym siadaniem do stołu? Jest jakiś sposób żeby nakłonić tego trzylatka do siedzenia przy stole?

Marta Szpojda: Bardzo prosty. Zacząć z nim rozmawiać, zadawać pytania, bo te dzieci mają jeszcze wysoką ciekawość poznawania, więc jak my się zapytamy: czy ty wiesz, że jak pognieciesz tego ziemniaka to będziesz mieć puree? A czy ty wiesz, jak się sadzi ziemniaki? Widziałeś kiedyś ziemniaki? Jak dziecko się wychowało w mieście, to skąd ma wiedzieć. My musimy stworzyć fajną historię wokół tego jedzenia. Zaciekawić malucha, poświęcić mu uwagę. Stół to nie jest miejsce do wychowania, że my zaczynamy kazania, że znowu  w szkole jedynka, bo to jest jedyny czas, kiedy możemy porozmawiać. To ma być fajny czas. Ma być fajnie, ma być przyjemnie i też co powiedziałaś, że ten szwedzki stół dobrze się sprawdza, że dziecko może zadecydować co chce zjeść. To nie musi być wyłożone w porcelanie. Może być w garnkach, w opakowaniu, ale jest ta dowolność wyboru. I możemy o tym porozmawiać, stworzyć historię wokół posiłku i temat nasuwa się sam.

Joanna Baranowska: Żeby ta przestrzeń przy stole była przestrzenią zaciekawienia, przestrzenią dobrego czasu, rozmowy, zadawania pytań. Zamiast: zjedz sobie jeszcze marchewkę – ile ci zostało jeszcze marchewek na talerzu? Czy te marchewki są okrągłe czy kwadratowe? Pomagać dziecku skupiać uwagę na jedzeniu, ale nie w taki sposób natrętny tylko zaciekawiający.

Marta Szpojda: I to o czym zapominamy samemu też jeść, bo my skupiamy się na talerzu dziecka, a u nas talerz pełen, bo my w ogóle nie jesteśmy głodni. To gdzie tu to modelowanie, gdzie tu te wzorce. Coś co też jest ważne – rytuały. Angażujmy dzieci np. zobacz czy stół jest przygotowany żebym mogła położyć talerze. Wybierz sobie talerzyk. Niech talerze dziecka będą na dolnej półce żeby dziecko sobie wybrało. To zaangażowanie super się sprawdza.

Joanna Baranowska: U starszych dzieci wbudowanie tego w menu, planowanie, czyli znów sprawdzają się spotkania rodzinne. Tak jak mówisz, chciałbym to mocno podkreślić – jeśli dzieci nie jedzą to być może  mają jakiś powód. Powód zwykle  jest zewnętrzny. Jedzenie jest potrzebą fizjologiczną. Każdy ją ma. Tak jak oddychanie. Warto zwrócić uwagę co się dzieje wokół tego procesu. Co się dzieje po stronie dziecka, ale nie, że ono myśli, robi nam coś na złość, specjalnie, bo ono wchodzi z nami w różne rozgrywki, ale jako efekt, rezultat tego co my wcześniej robimy. Naciskami no to mamy oczywiście błędny cel władzy i wiemy to dobrze. Jeśli macie dzieci w wieku przedszkolnym. Kiedyś czytałam taki fragment o brokule z książki “Pozytywna Dyscyplina dla przedszkolaków” Przeczytam, bo to fantastyczny fragmencik “Wyobraźcie sobie, że siadasz do stołu z przyjaciółmi, a nie z rodziną. Załóżmy, że zaprosiłaś Joysie, męża Jamesa i sąsiada Sama na kolacje. Gdy podajesz swoje ulubione lasagne i półmisek z brokułami rozmowa toczy się mniej więcej tak: TY: Tak się cieszę, że wpadliście na kolacje. Podam lasagne.

James: Ja poproszę małą porcję. Nie jestem dzisiaj bardzo głodny.

Ty: Nie żartuj. Taki duży mężczyzna jak ty musi dużo jeść. O proszę! Dam ci solidną porcję.

Sam! Zjedz trochę brokułów.

Sam: Nie dziękuję. Nie jestem fanem brokułów.

Ty: Sam brokuły są zdrowe. Musisz trochę spróbować, albo nie dostaniesz deseru.

Joice chcę zobaczyć u ciebie pusty talerz. Wciąż zostało ci kilka pysznych warzyw”.

No właśnie. To tak jak trochę z tym oddychaniem. Czy jest coś jeszcze co chciałabyś na koniec dodać, bo mi się wydaje, że dużo tematów poruszyłyśmy. Też jestem ciekawa co wy jak słuchacie tej naszej rozmowy sobie bierzecie, konkretnie. Co chcecie wdrożyć? Co wprowadzić? To jest zawsze bardzo interesujące jak czytam wasze komentarze. Marta, co byś chciała na zakończenie dodać?

Marta Szpojda: Chciałabym dodać, że jak pojawiają się jakieś problemy przy stole to żeby na tą sytuację spojrzeć z boku, zdystansować się. Żeby spojrzeć czy to nie jest problem związany z fizjologią. Czy moje dziecko nie je wybiórczo albo tylko twarde rzeczy albo tylko miękkie, więc może warto wybrać się do neurologopedy czy terapeuty karmienia aby sprawdzić czy ten problem nie ma tego podłoża związanego z rozwojem z biologią. Żeby popatrzeć z boku na siebie. Jak ja pracuje z rodzicami żeby mi nagrali z ukrycia moment w którym siedzą przy stole, jak ten posiłek wygląda żeby sami na to popatrzyli z boku. To już jest duże źródło informacji i dla mnie i dla nich żeby zobaczyć, czy jako rodzic nie powinienem odpuścić albo nie powinienem postawić tej granicy, że nie jemy przy telewizorze. Włączam ten telewizor. Jest ciężko. Pojawia się złość i frustracja, ale trzeba się z tym liczyć, że tak będzie.

Joanna Baranowska: Właśnie miałam taką uczestniczkę na szkoleniu, która miała właśnie taką trudność, że dziecko chciało jeść kolację przy bajkach i wystarczyło, że zadała dziecku pytanie: czy chcesz obejrzeć po kolacji jedną czy dwie bajki? Była w takim ciężkim szoku, że to zdanie rozwiązało problem. Oczywiście później nie musi być tak pięknie, ale możemy spróbować różnych narzędzi Pozytywnej Dyscypliny.

Marta Szpojda: Tak. Przy słodyczach powiedzieć raz, a potem udawać, że się nie słyszy. Zacząć rozmowę o czymś innym, też ten komunikat, że obiad jest ważniejszy. Popatrzeć na swoje emocje jako rodzica. Czy siadam do stołu spięte zdenerwowana czy to dziecko zje, bo wtedy trzeba się wyluzować, albo udać do specjalisty, bo jeżeli jest problem, to nastawiajmy się na jego rozwiązanie, a nie na to żeby w tym trwać. Nie bójmy się pracy ze specjalistami. Nie bójmy się stawiać granice i ich trzymać – uprzejmy i stanowczy jednocześnie, a z drugiej strony nie bójmy się też odpuszczać – nie zje dzisiaj, zje jutro. Nic się nie stanie.

Joanna Baranowska: Tak. W większości przypadków dzieci nie mają problemów żywieniowych. Większość przypadków to jest kwestia naszego zachowania przy stole i tego że my chcemy za bardzo. Jakiś mały odsetek to są trudności związane z trawieniem i fizjologią. Bardzo ci dziękuję za tą rozmowę. Czekamy na informację zwrotną co sobie bierzecie. Powiedz jeszcze gdzie cię spotkać. Potem jeszcze podeślesz linka żebyśmy cię tutaj dodały.

Marta Szpojda: Można mnie spotkać na mojej oficjalnej stronie Marta Szpojda Zdrowe Emocje albo w grupie Zdrowe Brzuszki, którą prowadzę. Też na stronie pozytywnadyscyplina.pl w opise edukatorów.

Joanna Baranowska: Dzięki jeszcze raz. Trzymajcie się ciepło. Do zobaczenia następnym razem. Pa!

 

 

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest
Share on email
Email
JOANNA BARANOWSKA

JOANNA BARANOWSKA

0odpowiedz na "Z dzieckiem wokół stołu - rozmowa z Martą Szpojdą psychodietetykiem"

    Zostaw wiadomość

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    Reklama 1
    Click edit button to change this text. Lorem ipsum dolor sit amet consectetur adipiscing elit dolor
    Więcej
    Reklama 2
    Click edit button to change this text. Lorem ipsum dolor sit amet consectetur adipiscing elit dolor
    Więcej
    Previous
    Next

    Najnowsze wpisy

    Kategorie

    Kategorie

    Podążaj za nami

    Polecane produkty

    Nie przegap porad i ciekawostek

    X